34 dzień pielgrzymki – Santiago de Compostela – Negreira – 19,1 km

34 dzień pielgrzymki – Santiago de Compostela – Negreira – 19,1 km

Camino de Fisterra 34 dzień pielgrzymki – Santiago de Compostela – Negreira

Camino de Fisterra

Rozpoczynam Camino de Fisterra (po galicyjsku) lub Camino de Finisterre (po hiszpańsku). Start jest nietypowy, mianowicie biegam od sklepów do punktów z pamiątkami w poszukiwaniu poncha. W nocy rozpoczęła się tropikalna ulewa z silnym wiatrem, a moje poncho gdzieś mi wypadło. Oczywiście, jak chcesz kupić poncho, które myślałem, że powinno być wszędzie, to nigdzie go nie ma. W końcu w jednym miejscu sprzedawca mi mówi, że ma poszukiwany towar. Niestety okazuje się, że poncho jest malutkie, a do tego czerwone, więc dziękuję. Po pół godziny szukania poncha uznałem, że szkoda czasu i musi mi wystarczyć kurtka oraz pokrowiec na plecak (całe szczęście, że go kupiłem przed wyjazdem).

Początek Camino de Fisterra rozpoczyna się dokładnie tam, gdzie kończy się Camino de Santiago, czyli na placu przed katedrą. Teraz wydaje mi się, że końca tam nie było, a Santiago to był tylko etap.

Strzałka wskazująca Camino de Fisterra

Przechodzę tylko kilka metrów, gdy na drodze widzę strzałki do albergue Roots & Boots. Pamiętając, co wczoraj mówiła mi Beata (że jakby co, to może mi dać swoje poncho), kieruję się strzałkami z nadzieją, że wciąż tam jest i ma jeszcze poncho. Jest i ma poncho – jestem „uratowany” i mogę spokojnie kontynuować pielgrzymkę.

Camino de Fisterra

Po drodze przechodzę obok rozbitego namiotu z wiszącym praniem, puszką na datki oraz kartką. Myślę o tym, jak musi być w środku i że nie chciałbym być na ich miejscu.

Nie chciałbym być w środku

Oczywiście osoby w środku mogą uważać inaczej, gdyż ja idę w deszczu. Mam na sobie sandały, krótkie spodenki, koszulkę, bluzę, kurtkę i poncho zaciągnięte za uszy by nie spadało. Do tego ukryty pod ponchem plecak, na który nałożony jest żółty pokrowiec i nieodłączne kijki.

Spotykam Nicki, którą rozpoznaję dopiero, gdy ją mijam. Nie ma na sobie nieodłącznej spódnicy, ale spodnie i kurtkę przeciwdeszczową, która wygląda jakby już dawno przestała spełniać swoją funkcję.

5 godzin w tropikalnej ulewie i coraz silniejszym wietrze. Aż tyle zajmuje mi przejście z albergue w Santiago. Wszystko przez szukanie poncha.

Negreira

Cieszę się, gdy docieram do Negreira. Nie wybieram jednak pierwszych albergue, ale idę dalej i wybieram czwartą, za to położoną blisko sklepu i restauracji. Cena za noc to 10 euro, do tego jest tylko 8 osób, w tym dwie młode hiszpanki Maria i Mar. W środku miło, ciepło i czysto. W przeciwieństwie do innych osób mam mokre tylko sandały (które wypycham gazetami otrzymanymi od właściciela albergue) oraz rękawy bluzy i kurtki. Reszta pielgrzymów przyszła bardzo przemoczona.

Albergue w Negreira
Albergue w Negreira

Za oknem wciąż szaleje ulewa i coraz mocniejszy wiatr. Robię więc sobie drzemkę. Później jeszcze obiad, zakupy oraz pora nadrobienia zaległości w notesie oraz zaniedbań towarzyskich poprzez Whatsaapa, SMS-y i maile.

Gdy podsumowuję dzień, to cieszę się, że deszcz był ciepły (a może to pod ponchem było mi tak ciepło). Ten odcinek drogi był również inny niż Galicja do tej pory. Były ładne domy, zero krów (to może zasługa deszczu) oraz pyszne, różowe winogrona, które kusiły, by je zerwać.

Podobał Ci się mój wpis? Dołącz do podróży na FacebookuTwitterze Instagramie, aby zawsze być na bieżąco. Zapraszam również do lektury innych wpisów na https://podrozebezosci.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.