Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej – relacja z trasy

Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej – relacja z trasy

Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej im. Daniela Ważyńskiego i Mateusza Hryncewicza uchodzi za jedną z najtrudniejszych górskich wyryp organizowanych dla piechurów. Chyba coś w tym jest, gdyż co roku trasę kończy niespełna połowa startujących. Przejście ma formę rajdu turystycznego organizowanego przez Grupę Karkonoską GOPR w celu upamiętnienia ratowników zabranych przez lawinę w Kotle Małego Stawu 8 lutego 2005 roku. Pierwszy raz o starcie pomyślałem w ubiegłym roku, gdy przeszedłem 150-kilometrową Wyrypę Beskidzką, było jednak za późno na zapisy. W tym roku się udało. Z dwóch tras: Przejście o długości 137 km oraz Połowa Przejścia o długości 67 km – wybrałem oczywiście tę dłuższą. Pozostało oczekiwanie na trzeci weekend września, pojechanie do Szklarskiej Poręby i spróbowanie swoich sił na najdłuższej sudeckiej wyrypie.

Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej – start

Start Przejścia zaczyna się w piątek o 12:00 obok dolnej stacji wyciągu na Szrenicę w Szklarskiej Porębie. W mieście jestem jednak już od czwartku, gdyż z Radziechów do Szklarskiej jedzie się długo, a przed wyrypą chciałem się wyspać i w spokoju odebrać pakiet startowy.

Na starcie pojawiam się godzinę przed rozpoczęciem, po czym wraz ze Zbigniewem oraz Darkiem, których poznałem w BlaBlaCarze, robimy sobie pamiątkowe zdjęcia. Zauważam także Tomka, znanego mi z Twardziela Świętokrzyskiego.

W przemowie pada informacja, że prawdopodobnie niespełna połowa z nas ukończy całe Przejście. Wiem, że z całych sił będę się starał, aby to zrobić, ale czy większość startujących nie myśli tak samo? Przemowa kończy się tuż przed południem prośbą o minutę ciszy upamiętniającą ratowników, którzy zginęli w lawinie, po czym równo o 12:00 ruszamy.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis pakiet startowy przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej grzegorz rybka podroze bez osci blog podrozniczy

Szrenica

Od samego początku idę szybko i staram się wyprzedzić jak najwięcej osób, aby później na wąskich ścieżkach nie marnować czasu. Nie jest to dla mnie trudne, pomimo że Przejście zaczyna się od jednego z najostrzejszych podejść na trasie. Godzinę zajmuje mi wędrówka od punktu startu do położonej ponad 600 metrów wyżej tuż pod szczytem Szrenicy, Granicznej Łąki. Dochodząc tam, nie zwalniam tempa, tylko kontynuuję szybki marsz.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Śnieżka

Czerwony szlak przez Karkonosze jest mi dobrze znany, gdyż szedłem nim już kilkukrotnie. Ostatnim razem było to dwa lata temu podczas przejścia Głównego Szlaku Sudeckiego. Pomimo że szlak jest mi znany, nie mogę się jednak oprzeć, aby kilka razy się zatrzymać i zrobić zdjęcia Śnieżnych Kotłów czy Małego Stawu. Dla mnie to jeden z najpiękniejszych i najbardziej widokowych szlaków w polskich górach.

Pogoda na wędrówkę jest bardzo dobra. Nie jest za ciepło, wieje delikatny wiaterek, a słońce wychodzi od czasu do czasu, chyba tylko po to, aby lepiej pokazać, przez jak piękne tereny maszeruję. Turystów na szlaku jest mało. Mijając natomiast kilku z nich, słyszę, że życzą mi powodzenia, co jest bardzo miłe. Idę wciąż tym samym tempem, raz mijając, a kolejnym razem będąc mijanym przez uczestników Przejścia. Wiem, że to dopiero początek i większość osób nie wytrzyma takiego tempa do mety.

Przed dojściem do Domu Śląskiego zagaduję dwóch uczestników w żółtych czapeczkach. To Łukasz oraz Piotr, którzy po raz piąty biorą udział w Przejściu i tylko raz go nie ukończyli. Łukasz zastanawia się, czy uda mu się ukończyć tegoroczny, gdyż tradycyjnie na stopach ma już odciski. Postanawia je przekłuć w schronisku i kontynuować wędrówkę.

W schronisku na uczestników Przejścia czeka darmowa herbata, z czego korzystam. Spotykam tam również Mariusza, którego buty zaczęły się rozklejać. Chyba nie pierwszy raz to się dzieje, gdyż w plecaku ma różne środki i plastry, którymi stara się je skleić.

Śnieżkę zdobywam o 17:00. O dziwo, nie czuję przenikliwego wiatru, jest słonecznie, a pomimo że termometr wskazuje tylko 6 stopni Celsjusza, jest mi ciepło. Kolejne pamiątkowe zdjęcie i ruszam dalej.

sniezne kotly przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis karkonosze przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis karkonosze sniezka przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Przełęcz Okraj

Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej jest dla mnie nie tylko próbą sprawdzenia własnych sił, ale także możliwością odkrycia nowych terenów. Takie obszary zaczynają się tuż za Śnieżką. Nie tylko dla mnie stanowią one nowość, dlatego w dalszą wędrówkę ruszam z Mariuszem.

Szlak stopniowo obniża się, przez co nasze tempo jest jeszcze szybsze niż do tej pory. Na Przełęcz Okraj dochodzimy o 18:20, co jest dobrym czasem, gdyż warunkiem kontynuowania Przejścia, jest przyjście tu przed 22:00. Znajduje się tutaj drugi punkt kontrolny, a obok niego schronisko, do którego wstępuję. Na uczestników czeka w nim herbata, do której dużo osób dokupuje ciepłe dania.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Skalnik

W schronisku nie siedzę zbyt długo, tylko ruszam dalej, aby jak najwięcej kilometrów przejść w świetle dnia. Przed zachodem słońca spotykam kolejnego faceta, który pierwszy raz bierze udział w Przejściu i nie zna szlaku. Jest to dla niego także forma sprawdzenia kondycji po zabiegu na łąkotkę, który przeszedł w ubiegłym roku. Chyba jest już z nią dobrze, gdyż po kilku minutach rozmowy wyprzedza mnie i kontynuuję samotną wędrówkę.

Tuż przed zmrokiem od mijanego faceta słyszę, że zna mnie z Wyczerpaka – kameralnej wyrypy, na której byłem w czerwcu. Ma na imię Krystian i o ile pamięta, to już piąty raz próbuje ukończyć Przejście. To właśnie z nim zdobywam Skalnik, będący najwyższym szczytem Rudaw Janowickich. Wejście na niego w ciemności jest w miarę łatwe, natomiast schodząc, trzeba bardzo uważać. Strome zejście, duże kamienie, śliska powierzchnia – bez kijków pewnie miałbym z nimi niejedno bliskie spotkanie.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Janowice Wielkie

Moje ostrożne schodzenie powoduje, że dogania nas szóstka innych uczestników, do których dołączamy. Niby idąc w większej grupie, łatwiej można znaleźć szlak, ale jak się okazuje, można go równie łatwo przeoczyć. W pewnym momencie stajemy na polanie, a GPS wskazuje, że musimy się wrócić, gdyż szlak wcześniej skręcił w lewo.

Grupa rozdziela się w okolicy Zamku Bolczów. Część osób uważa, że należy skręcić w prawo, ja natomiast idę w ślady Łukasza oraz Piotra i skręcam w lewo, aby o 23:00 dojść do punktu żywieniowego. Bufet znajduje się na placu w miejscowości Janowice Wielkie. Każdy z uczestników ma do wyboru ryż lub makaron z zupą pomidorową, a do tego kawę, wodę lub herbatę z sokiem malinowym. Jak się później okazuje, udaje mi się jeszcze załapać na ciepłą zupę, choć nie dostaję jej dużo. Jem bardzo szybko, gdyż temperatura spadła do kilku stopni i każdy zaczyna odczuwać przenikliwy ziąb. Niektórym uczestnikom jest tak zimno, że okrywają się folią ratunkową stanowiącą obowiązkowe wyposażenie każdego z nas.

Podobno kolejny rok punkt żywieniowy wygląda w taki sposób, dlatego większość osób wprost z niego udaje się do delikatesów „Mirek”, aby się najeść i uzupełnić zapasy. Właściciel specjalnie dla uczestników Przejścia ma je otwarte w nocy i sam w nich sprzedaje.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis bufet punkt zywieniowy zupa pomidorowa przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis bufet punkt zywieniowy

Znalazłeś ciekawą treść lub zainspirowałem Cię do podróży? Możesz postawić mi wirtualną kawę, którą przeznaczę na rozwoju bloga, by było ich jeszcze więcej. Dziękuję. Postaw mi kawę na buycoffee.to
delikatesy mirek janowice wielkie

Radomierz

W dalszą trasę wyruszam z Łukaszem, Piotrem oraz Markiem ze Świnoujścia, dla którego to także jest pierwszy raz na Przejściu. W trakcie rozmowy okazuje się, że zna on moją miejscowość, gdyż dwa razy brał udział w Maratonie Beskidy, który zaczyna się i kończy właśnie w Radziechowach.

Od czwartego punktu kontrolnego dzieli nas tylko wniesienie Różanki (628 m n.p.m.), przy wejściu na które niektórzy zaczynają głośniej oddychać. Po drugiej stronie znajduje się Przełęcz Radomierska i tuż obok punktu kontrolnego każdy z wędrowców otrzymuje zapytanie, czy nie chce się napić ciepłej herbaty? Pytanie pada z ust około 13-letniej dziewczynki, stojącej przed domem, w którym rodzice przygotowują herbatę, a ona rozlewa ją do kubków. Chętnie przystajemy na propozycję, a odchodząc, bardzo dziękujemy za gorący napój.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Łysa Góra – Połowa Przejścia

Od przełęczy do Komarna biegnie długi asfaltowy odcinek, po którego przejściu zaczynam czuć ból w dole stóp. Jak zawsze na wyrypach mam na nich niskie buty trekkingowe, które dobrze sobie radzą w górach, ale na asfalt są za twarde. Cieszę się, gdy po około godzinie z niego schodzimy, po czym idziemy u podnóża Skopca – szczytu w Górach Kaczawskich zaliczanego do Korony Gór Polski – w stronę Łysej Góry.

Już od Radomierza podążamy niebieskim szlakiem, który w ciemności byłoby trudno odnaleźć. Dobrze, że idę z osobami, które go znają, gdyż wielokrotnie, a szczególnie na łąkach stanąłbym przed dylematem, w którą stronę mam iść?

Łysa Góra to miejsce skąd rozpoczyna się Połowa Przejścia, a na nas czeka druga niespodzianka. Kilka osób zorganizowało tutaj punkt wypoczynkowy, lepiej zaopatrzony niż oficjalny punkt żywieniowy. Oprócz fasolki po bretońsku jest domowe ciasto, banany, kabanosy, pomidorki, a także kawa i herbata. Przed namiotem pali się także ognisko, przy którym można się ogrzać lub wysuszyć ubrania.

lysa gora polowa przejscia przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis lysa gora polowa przejscia przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Chrośnica

Mając w pamięci szlak, który prowadził na Łysą Górę, w dalszą drogę wyruszam z osobami, z którymi tutaj dotarłem. W okolicy góry Okole dołączają do nas kolejni uczestnicy, dzięki którym udaje się nam w miarę sprawnie pokonać ten kamienisty szczyt.

Robi się szarawo, gdy wchodzimy na łąki przed Chrośnicą. Nagle niebieski szlak zagradza elektryczny pasterz. Idę w ślady Łukasza oraz Piotra i ostrożnie go przekraczam. Jedna z osób chwyta go jednak w dłoń, co kończy się porażeniem prądem. Napięcie nie jest zabójcze, ale musiało boleć. Przed wejściem do wioski elektryczny pasterz przekraczamy jeszcze trzy razy.

Góra Szybowcowa

Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej nie prowadzi tylko szlakami. Wyznaczono je w taki sposób, aby istniała konieczność korzystania z mapy, którą otrzymaliśmy w pakiecie startowym, oraz GPS-u. Pierwszy odcinek pozaszlakowy zaczyna się w okolicy Przełęczy Chrośnickiej. Schodzimy tam z niebieskiego szlaku i skręcamy w lewo, aby leśną drogą podążyć w stronę Leśniaka. Podobnie jak na niektórych odcinkach Głównego Szlaku Beskidzkiego na drzewach ktoś namalował żółte strzałki, do których początkowo podchodzimy z nieufnością, ale okazuje się, że wskazują prawidłową drogę.

Mniej strzałek jest, gdy dochodzimy na Górę Szybowcową. Tuż przed samym szczytem idziemy wprost przez las, aby wejść na otwartą przestrzeń, z której łatwo już można trafić do punktu kontrolnego numer 7. Ze szczytu Góry Szybowcowej rozpościera się piękna panorama na Kotlinę Jeleniogórską. Jest wczesny poranek, więc w niektórych miejscach wciąż zalega mgła. Rewelacyjnie jednak widać Jelenią Górę oraz Karkonosze.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej kotlina jeleniogorska przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej

Jeżów Sudecki

Pozaszlakowy odcinek prowadzi dalej ścieżką do Jeżowa Sudeckiego. Znajduje się w nim przystanek, który jest jednym z punktów, skąd osoby rezygnujące z dalszej wędrówki mogą zostać odebrane i przewiezione do Szklarskiej Poręby. Przechodzimy tuż obok niego. Widzimy jednego z uczestników, siedzącego na ławce i czekającego na transport (Zbigniew, który skończył w tym miejscu, nazwał ją „Ławką Wstydu”).

Nikt z nas nie myśli o tym, aby tutaj zakończyć wędrówkę. Część osób przyspiesza lub zwalnia i nagle zostaję sam, a przede mną kolejny odcinek pozaszlakowy.

Perła Zachodu

Wydaje mi się, że idę dobrze, nagle jednak ścieżka, którą wędrowałem, znika, a przede mną jest las. Nie pozostało nic innego, jak wyciągnąć telefon, wpisać do mapy Perła Zachodu i iść wprost przed siebie. Pokonuję chaszcze, krzewy, rowy, aż trafiam na kobietę zbierającą grzyby. Pytam, jak dojść do schroniska? Otrzymuję odpowiedź, że muszę iść do wioski i dopiero stamtąd będę mógł dojść do niego. Wskazuje też kierunek, który nie pokrywa się z danymi z telefonu. Według telefonu do Perły Zachodu pozostało 500 m, a ona mówi o 3 km. Postanawiam zawierzyć telefonowi.

Nagle staję na wysokiej formacji skalnej, a w dole widzę wodę. Pierwszą myśl, aby spróbować z niej zejść, szybko odrzucam. Odwracam się i idę w prawo, aż odnajduję ścieżkę prowadzącą w dół. Znajduję się nad Jeziorem Modrym. Po prawej stronie widzę Formację Skalną Wieżyca, na której szczycie byłem, a u podnóża której jest metalowy mostek prowadzący wprost do Perły Zachodu. Dochodząc tam, jestem bardzo zadowolony, że samemu udało mi się pokonać ten odcinek.

las przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Goduszyn

Podobne przygody z dotarciem mieli inni uczestnicy, dlatego w dalszą drogę znowu ruszam z Markiem oraz facetem z Krakowa. Z Markiem mamy jednak szybsze tempo, dlatego wkrótce idziemy tylko we dwójkę. Staramy się dogonić Łukasza i Piotra, którzy z informacji otrzymanej na stacji paliw Lotos Optima są 5 minut przed nami. Może i by to się udało, gdyby nie to, że w okolicy wniesienia Godzisz ponownie błądzimy. Nie przejmujemy się tym zbytnio, tylko idziemy wprost przed siebie, aż wychodzimy na drogę numer 3, którą dochodzimy do Goduszyna.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Wojcieszyce

Według mapy Goduszyn i Wojcieszyce dzielą tylko 4 kilometry, ale to dalszy odcinek bezszlakowy, który na mapie mi się nie podoba. Słabo zaznaczona ścieżka, zakręty, łąki i lasy – tyle możliwości, aby pobłądzić. W dalszą drogę ponownie wychodzimy z facetem z Krakowa, ale już po kilku minutach okazuje się, że idziemy źle. Zauważamy dwóch uczestników idących po drugiej stronie pól, do których dołączamy. Chyba lepiej nie mogliśmy trafić, to Wojtek z Górskich Wyryp oraz jego kolega Artur. Szczególnie Wojtek dobrze zna trasę, gdyż to on odpowiada za Sudecką Żyletę, a na Przejściu jest po raz ósmy. Do Wojcieszyc dochodzimy szybko, ale już tylko w czwórkę, gdyż dla faceta z Krakowa nasze tempo jest za szybkie.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Gorzyniec

Od Wojcieszyc ponownie wchodzimy na szlak i razem kontynuujemy wędrówkę. Zauważam, że Wojtek i Artur są szybsi na podejściach, natomiast Marek i ja na zejściach oraz płaskich odcinkach. Za nami jest już ponad 100 km i aby odpocząć, od czasu do czasu biegnę truchtem. Przypuszczam, że dla niektórych osób może to się wydawać dziwne, ale dzięki temu rzeczywiście nie bolą mnie nogi. Jeszcze dziwniejsze jest, że nigdy w życiu nie biegałem w maratonach ani innych zawodach. Pierwszy raz zrobiłem to w tym roku na Twardzielu Świętokrzyskim, po tym, gdy większość uczestników od początku zaczęła biec.

Dochodząc do Gorzyńca, robimy sobie dłuższą przerwę, gdyż przed nami kolejne trudne podejście.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis gorzyniec

Wysoki Kamień

Z każdym metrem żółty szlak wnosi się coraz wyżej i po kilku minutach Wojtek oraz Artur zostawiają nas w tyle. Nie żebyśmy szli wolno, ale oni są o wiele szybsi. Nie poddajemy się jednak tak łatwo i maksymalnym tempem kierujemy się w stronę Wysokiego Kamienia (1058 m n.p.m.). Dwa lata temu wychodziłem na tę górę czerwonym szlakiem ze Szklarskiej Poręby i tamten szlak wydawał mi się o wiele łatwiejszy. Nie ciągnął się również jak żółty, ale może to dlatego, że jestem zmęczony. Tu wciąż idę, jestem cały mokry i myślę: daleko jeszcze? W końcu po 1,5 h dochodzimy do schroniska na Wysokim Kamieniu. Jesteśmy wykończeni.

W schronisku kupuję szarlotkę oraz niebieski napój izotoniczny. Jednak próbując jednego i drugiego, wiem, że nie był to dobry pomysł. Po kilku czekoladach, batonach i innych słodkich rzeczach mam dosyć cukru. Zmuszam się jednak, aby to zjeść i wypić. Marek kupił podobny zestaw, ale jemu również to nie podchodzi. Ubieramy się cieplej i ruszamy dalej. Przed nami jeden z łatwiejszych odcinków oraz najmniej męczących.

wysoki kamien schronisko przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis

Jakuszyce

Marek wciąż szybko maszeruje, a ja biegnę obok. Nie wiem, czy to po kolejnej dawce cukru, ale nie czuję zmęczenia. Myślę nawet, że w każdej chwili trucht mógłbym zamienić w szybki bieg. Nie robię jednak tego, gdyż idzie się nam dobrze. Jest jeszcze dzień, więc bez problemu dajemy sobie radę ze znalezieniem właściwego szlaku.

Po minięciu nieczynnej kopalni kwarcu Stanisław i wejściu na asfalt, widzimy przed sobą Wojtka oraz Artura. Idzie z nimi jeszcze jedna osoba, znikają jednak w lesie i nie mamy okazji ich dogonić.

Stary tor saneczkowy

Ponownie ich widzimy, gdy mijamy ostatni punkt kontrolny w Jakuszycach. W dalszym ciągu maszerują w trójkę, gdy jednak schodzą z asfaltu i kierują się w stronę góry Przedział (1063 m n.p.m.), to wiem, że już ich nie dogonimy. To ostatnie podejście na Przejściu Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej.

Zdobywamy Przedział, gdy ostatnie promienie słońca oświetlają skały zdobiące jego szczyt. Szybkim krokiem pokonujemy drewniane podesty, z których część jest dziurawa lub ma ruszające się klepki. Podobno tuż za nimi trzeba zejść z zielonego szlaku i wejść na ścieżkę powstałą w miejscu, gdzie był tor saneczkowy. To zejście znajduje się jednak ok. 100 metrów dalej przy szlaku i nie można go przegapić przez dwie drewniane tabliczki z napisem „Stary tor saneczkowy”.

Już po kilku chwilach na dawnym torze przekonuję się, że to najgorsze zejście na całej trasie. Jest tu wszystko: błoto, kamienie, gałęzie i oczywiście ślisko. Kolejny raz cieszę się, że idę z kijkami, a dodatkowo, że wciąż jest jasno i widzę, gdzie stawiam stopy. Muszę to robić szybko, gdyż na Marku ten odcinek jakby nie robił wrażenia.

przedzial przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej relacja trasa opis stary tor saneczkowy przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej

Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej – meta

W końcu schodzimy na leśną drogę, którą dochodzimy do schroniska Kamieńczyk. Jest 19:35. Według mapy turystycznej pozostało nam 1,9 km, które powinniśmy pokonać w ciągu 29 minut. Nie podoba nam się to, gdyż chcieliśmy skończyć przed 20:00, dlatego kolejny raz przyspieszamy. Jest już ciemno, gdy starając się nie wywrócić, przeskakuję kamienie na drodze prowadzącej do schroniska. W tym samym czasie wkładam baterie do czołówki, aby widzieć, gdzie skaczę.

W końcu mijamy wejście do parku i skręcamy w prawo na czarny szlak. Ponownie zaczynam biec, a Marek szybko maszeruje. Mówi, żebym biegł sam i wyrobił się na 20:00. Skoro jednak tyle przeszliśmy razem, to dobrze by było razem skończyć. Cały czas zerkam na zegarek i widzę, że mamy szansę. Tempo mamy naprawdę bardzo szybkie, jakbyśmy dopiero zaczynali Przejście.

Wreszcie dostrzegamy światła dolnej stacji na Szrenicę. Prędko mijamy ją i podążamy do Szałasu Żywieckiego, w którym jest meta Przejścia. Udało się wyrobić! Przed wejściem do szałasu znajduje się duży zegar elektroniczny, który wskazuje 19:53:29. Podajemy nasze numery startowe i okazuje się, że razem z Markiem ukończyliśmy Przejście ex aequo na 32 miejscu. Pozostało nam tylko wejście do szałasu, następnie schodami na górę i odebranie certyfikatu potwierdzającego ukończenie Przejścia.

Po załatwieniu formalności zamawiamy pierogi z mięsem, grzane napoje i dosiadamy się do Łukasza oraz Piotra, którzy ukończyli Przejście kilka minut wcześniej. Każdy z nas jest zadowolony, że udało się ukończyć wyrypę i to w dobrym czasie. Dziękuję Łukaszowi oraz Piotrowi za pomoc na trasie, gdyż razem z Markiem mamy świadomość, że bez nich wciąż byśmy wędrowali. Marek mówi, że chciał zobaczyć, jak wygląda Przejście i pewnie już nie wróci, a ja jeszcze nie wiem. Kto wie, może za rok ponownie stanę na starcie Przejścia Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej.

przejscie dookola kotliny jeleniogorskiej grzegorz rybka podroze bez osci blog podróżniczy certyfikat ukonczenia dyplom

Zakończenie Przejścia

Zakończenie Przejścia następuje po 48h od rozpoczęcia, czyli w niedzielę o 12:00. Niestety z uwagi na długi dojazd (do domu wracałem 9h) nie miałem okazji, aby w nim uczestniczyć. Został natomiast Marek. Pisał, że do ostatnich minut czekali i dopingowali osoby, które wyrobiły się w czasie i ukończyły Przejście oraz Połowę Przejścia. Później wśród uczestników rozlosowano 12 nagród.

Podziękowania

Dziękuję wszystkim osobom, które miałem okazję poznać podczas mojego wyjazdu do Szklarskiej Poręby. Szczególnie dziękuję Markowi, z którym tyle przeszliśmy i razem nakręcaliśmy się do dalszej szybkiej wędrówki. Łukaszowi, Piotrowi, Wojtkowi, Arturowi i Krystianowi za pomoc na trasie. Zbigniewowi oraz Darkowi za towarzystwo w drodze do Szklarskiej Poręby i w samym mieście. Mam nadzieję, że się nie poddacie i za rok znowu spróbujecie przejść całość.

Dziękuję także organizatorom, wolontariuszom, dziewczynce i jej rodzicom, którzy częstowali herbatą, oraz osobom, które zorganizowały dodatkowy punkt wypoczynkowy.

Ile osób ukończyło Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej? Statystyki

Na początku napisałem, że niespełna połowa osób biorących udział w Przejściu je kończy i w 2019 roku, było tak samo. Z 488 osób, które zjawiły się na starcie, 246 zrezygnowały, a do mety dotarły 242. O wiele więcej osób ukończyło Połowę Przejścia. Na 340 osób zrezygnowało tylko 72, a do mety dotarło 268.

Informacje odnoście trasy oraz wyposażenia na Przejściu i Połowie przejścia można znaleźć na https://przejsciekotliny.org.

Podobała Ci się moja relacja z Przejścia? Dołącz do podróży na FacebookuInstagramieTwitterze, aby zawsze być na bieżąco. Zapraszam również do lektury innych wpisów na https://podrozebezosci.pl.

10 thoughts on “Przejście Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej – relacja z trasy

  1. Świetna relacja 😀 Gratuluję przejścia. Kotlina Jeleniogórska jest niesamowita, a widoki jakie rozciągają się nad Kotłami zawsze mnie zachwycają. W tym roku miałam możliwość zdecydowanie bliżej poznać okolicę: Karkonosze, Góry Izerskie, Rudawy Janowickie, Góry Kaczawskie i totalnie przepadłam. Każde z tych pasm czymś mnie zaskoczyło, chociaż nie były one dla mnie zupełnie obce. Dodatkowo Górę Szybowcową mam teraz prawie za oknem i po 35 minutach spaceru mogę podziwiać panoramę jaka się z niej rozpościera. Pozdrawiam serdecznie 🙂

  2. Czytam bloga od jakiegoś czasu, ale nie sądziłem że pojawię się kiedyś we wpisie 😀

    Po zrobieniu godzinnego obejścia by zaliczyć Wysoką kopę skończyłem o 22:00

    Facet z Krakowa 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.